| III PIĘTRO | ||||
![]() |
XXX Po odpowiednio potrzebnym, do zapłodnienia i rozwoju płodu, okresie czasu, nastał ten nerwowo oczekiwany, błogosławiony moment. Magda po długich namowach i solennych obietnicach zakupu nowych niezbędnych, a nieznanych wcześniej artykułów, zgodziła się wypluć z siebie zawartość brzucha. - Miał być syn - zapytał lekarz odbierający poród. Jurek z nowym sprzętem czuł się jak nowo narodzony, wiedział, że jest podarunkiem od życia, a przede wszystkim darem, od sprawującego pieczę na sprawami życia i śmierci, miłościwie panującego Boga. Starał się zatem traktować go z należytym szacunkiem i ostrożnością, nie przełączał zbyt nerwowo przycisków, nie męczył gałki zmiany głośności, delikatnie wsadzał kasetę, wyłączał z pietyzmem i zawsze podczas czynności odcięcia od źródła zasilania czekał na charakterystyczne chrumknięcie w kolumnach, sygnalizujące pomyślne zakończenie pracy systemu. W sobotę zaś przecierał wilgotną szmatką. Będąc w tak komfortowej sytuacji, w wolnych chwilach pozwalał sobie na opieprzanie Magdy, że na przykład, za szybko kręci gałkami albo dotyka tych części, których nie powinno się dotykać. Magda natomiast z czystym sumieniem i równo przyciętymi paznokciami mogła przystąpić do pisania pamiętników patologicznych, co do zbytu których nie miała wątpliwości, na obecnym poziomie rozwoju społeczeństwa - sprzedadzą się. I to z przysłowiowym palcem w dupie! Sąsiedzi obserwujący zaistniałe wypadki z
pozycji cichego obserwatora za drzwiami, zgodzili się gremialnie,
że nie wypada, żeby pogardzane wcześniej małżeństwo grało teraz ogony,
z takim sprzętem? O nie. Przynajmniej przez okres objęty gwarancją. |
|||