|
|
- Mam na imię Maria - powiedziała do zebranego wokół tłuszczu - Nie jestem
akwizytorem - dodała smutno. Finał jak na złość nie nadchodził, a bachory stawały się coraz to bardziej
nieznośne. Co jest grane? Zastanawiali się podenerwowani. Kobieta z obnażonym
kręgosłupem traciła w ich pokrytych bielmem oczach na atrakcyjności, stawała
się obleśna. A jaki jest pożytek z oglądania obleśnych rzeczy? Potem człowiekowi
na filmach nie staje. Wzbił się w powietrze rejwach jak kurz. Bagno asfaltu wessało nagie ciało czyniąc z niego szkielet zapomnianego gada. Limfa mieszała się z przekleństwami, które zwisały z wąsów jak resztki pokarmu. Zabobon powrócił. Kiełbasa moi państwo mówi ludzkim głosem owszem ale tylko podczas wydalania. Ścierwo. Nieśmiertelne zaś są drożdże. I to by było na tyle medytacji. |
||||