- Mam na imię Maria - powiedziała do zebranego wokół tłuszczu - Nie jestem akwizytorem - dodała smutno.
- Gówno nas to obchodzi, albo będziesz krwawiła, jak należy, albo cię do tego zmusimy - krzyczeli z przodu.
- Prosimy o ciszę, nie są państwo sami - dało się słyszeć z dalszych rzędów.

Finał jak na złość nie nadchodził, a bachory stawały się coraz to bardziej nieznośne. Co jest grane? Zastanawiali się podenerwowani. Kobieta z obnażonym kręgosłupem traciła w ich pokrytych bielmem oczach na atrakcyjności, stawała się obleśna. A jaki jest pożytek z oglądania obleśnych rzeczy? Potem człowiekowi na filmach nie staje. Wzbił się w powietrze rejwach jak kurz.
- To oszustwo! - krzyczał jeden.
- Żądamy zwrotu poniesionych kosztów - krzyczał drugi.
- Nie mamy czasu do stracenia, ukamienować ją! - chwycili za bruk. Ten sam. Znany z filmów.

Bagno asfaltu wessało nagie ciało czyniąc z niego szkielet zapomnianego gada. Limfa mieszała się z przekleństwami, które zwisały z wąsów jak resztki pokarmu. Zabobon powrócił.

Kiełbasa moi państwo mówi ludzkim głosem owszem ale tylko podczas wydalania. Ścierwo. Nieśmiertelne zaś są drożdże. I to by było na tyle medytacji.

<<<