III PIĘTRO  
 





 

Stanisław i Zofia Białko

Ale pan Stasiu nakupił! Wędlinki, już pokrojonej przez miłą panią sprzedawczynię w cieniutkie plasterki, dwa kilo dobrej kiełbaski, soków w kartonach, pepsi, pomarańczy, mandarynek, bananów, wiadro śledzi, zgrzewkę papieru toaletowego. Dwie pełne siatki. Że aż mu prawie otorbienie nie puściło, jak to dźwigał z hipermarketu trzy kilometry do domu. Tam i z powrotem. W te i wewte. A po co miał za autobus płacić? W dwie strony to masz złoty dziesięć i złoty dziesięć, to razem dwa złote czterdzieści czyli jedno piwo. To warto dać na bilety? Lepiej wypić jedno piwo, a żonie przecież powie, że no co?, bilet tam i z powrotem, to dwa czterdzieści przecież tych pieniędzy nie przepił?, no chyba że się ona skapnie, że coś za długo był.

- Coś tam długo byłeś w tym żancie - żona się pyta znad wypełnionych parującymi od różnych substancji garnczków.
- Kolejki mówię ci są takie, że nawet sobie nie zdajesz sprawy - odpowiada pan Stasiu i rzuca jej na stół dwie pełne siatki - Wszystko masz coś chciała.
- Jeszcze mi pójdziesz kupić jaja.
Jaja to mi się oberwą, myśli pan Stasiu i skrada się po cichu do dużego pokoju, niby że po coś idzie, że coś mu nagle jest potrzebne z dużego pokoju, otwiera cichutko barek i nalewa sobie lufę. Potem będzie musiał jeszcze wytrzepać dywany.

A ić ty. Wytrzepać dywany, zetrzeć podłogi, wyczyścić kryształy, przetrzeć zwilżoną szmatką meble, umyć okna, zrobić zakupy i jeszcze choinkę ubrać. Przynieść, zanieść, pozamiatać. Pan Stasiu klnie na czym świat stoi, żyć mu się odniechciewa.

Pan Stasiu trzepie dywany i jest wkurwiony. Dla niego to tych świąt mogłoby nie być. Jest podenerwowany, ale też w tym samym momencie jest gdzieś tam w sobie bardzo zadowolony. Bo dywany mają ładne, nowe, czyste i kiedy je trzepie wszyscy sąsiedzi widzą, że są ładne i potem mówią w domach: ci to mają ładne dywany. To naprawdę ładne dywany - myśli pan Stasiu - nie to co Nowakowie z dziewiątego, że aż się nieprzyjemnie robi, jak człowiek patrzy na taki dywan. Uciorany, zgnojony, barachło. Jakby tam świnie mieszkały nie ludzie. Zresztą tacy oni, jak ten dywan. Nie ukłoni się taki jeden z drugą, chociaż młodszy jest. A co ja mam się kłaniać wcześniej do nich? Niedoczekanie. Niech się oni kłaniają! A co to ja jestem?! Syfiarze jedni. Aż szaro jest od tego ich dywanu. Auta na parkingu mają szary nalot. Szmata nie dywan! A nasz to miło rozwiesić, ładne wzorki i modne kolory, jeszcze w ciężkich czasach kupowany. Człowiek nie ma się czego wstydzić - może spokojnie rozwiesić i wytrzepać, tak jes czy nie?
- Dzień dobry - mówi pan Stasiu do sąsiada - Pan też trzepać?
- No - odpowiada sąsiad markotnie.

>>>