| |

|
|
Stanisław i Zofia Białko
Placki zrobić. Makowiec. Sernik. Przekładaniec. Murzynek. Drożdżowe.
Jeszcze to. Jeszcze tamto. Ręce do dupy wchodzą. Nie mówiąc nawet o rybie.
Aaa..
już mam dość tych świąt- myśli sobie pani Zofia - ciągle tylko gary
i gary. Człowiek nawet na chwilę usiąść nie może coś pooglądać, tylko
od rana do wieczora stój i gotuj. Żeby się te święta wreszcie skończyły.
Aaa.. jeszcze kartki wysłać do rodziny i znajomych, nawet mi nie mów..,
kartek im się zachciewa, kartki, znaczki, a to wszystko kosztuje, przyjdą
święta to tylko wydatki, wydatki i wydatki bez końca, człowieka aż coś
bierze od środka.., skaranie boskie z tymi świętami..!
Po klatce unoszą się zapachy różnych substancji aromatycznych i smażeniny,
aż miło w płuca wciągnąć. Pan Stasiu wraca do domu z dywanami i chrząka.
- Wytrzepałem ci dywany, zobacz, jak ci wytrzepałem - pan Stasiu wskazuje
na dywany i chrząka - Nikt ci tak nie wytrzepie jak ja, co byś ty zrobiła,
gdyby mnie zabrakło, no kto by ci tak wytrzepał dywany - dodaje.
- To dla mnie wytrzepałeś? - pyta pani Zosia - Dla mnie?, a dla siebie
to nie trzepałeś, co?
- Ja dla siebie to nie potrzebuję- pan Stasiu jest dziś najwyraźniej zadziorny
w stosunku do żony - Dla mnie, to mogą być nietrzepane.
- Taki jesteś mądry? - pyta pani Zosia, a pan Stasiu już patrzy, co żona
tam robi i już krytycznie ocenia jej krzątaninę i chrząka - Znowuś narobiła
ciast, kto to będzie wszystko jadł?
- A ty, co tak chrząkasz - pyta się żona na odczepnego - Przestań wreszcie
chrząkać!
Nie kupuj mi żadnych prezentów - krzycząc uprzedzał żonę przed świętami,
żeby mu żadnych prezentów nie kupowała - Co to ja jestem dziecko, żeby
prezenty dostawać?, a po co mi te prezenty powiedz mi?
- Ty mi też nie kupuj - odpowiadała pani Zosia.
Pan Stasiu ani by nawet nie pomyślał, żeby jej kupić. Kto to widział wydawać
pieniądze na głupoty?! Końcem końców budżet domowy nie uszczuplał.
<<<
>>>
|
|