| V PIĘTRO | |||||
![]() |
Dziadoń Leszek K. nie miał szczęścia do kobiet, zarówno na ekranie jak tych rzeczywistych. Po raz pierwszy ożenił się przed dziewięcioma laty, gdy jeszcze studiował, z - jak to nazwał - głupoty. Małżeństwo okazało się niewypałem, przetrwało kilkanaście miesięcy. Po prostu nie rozumieli się, zwyczajna nieprzezwyciężalna różnica charakterów. Pamiątką po pierwszej żonie jest dziesięcioletni syn, na którego wychowanie sąd zobowiązał Leszka łożyć. Leszek, nie przeżywał boleśnie rozstania z byłą żoną, a będąc ponownie wolnym, starał się nadrobić zaległości towarzyskie, które w efekcie skończyły się niechcianą ciążą i drugim małżeństwem z rozsądku. Jak to mówią człowiek uczy się na błędach a potem jeszcze raz uczy się na błędach i tak bez końca. Póki co, nie miał źle - żona miła, nieszpetna, pracę ma, zarabia na siebie - choć w chwilach wolnych od występów na arenie domowego ogniska lubił porządnie, na sytuację, w jakiej się znalazł, ponarzekać. Tymczasem Leszek nalał sobie kolejnego drinka i postanowił mimo wszystko na siłę podtrzymywać relację z przekazem. Dopiero około godziny dwunastej coś się wreszcie poruszyło. Leszek usadowił się wygodniej w fotelu, poluźnił pasek i czekał na najlepsze. Najlepsze przyszło, jak zwykle dopiero długiej po przerwie na reklamę. Jednakże właśnie w tym momencie, gdy najlepsze trwało już i istniała
szansa na coś jeszcze lepszego, w zamku drzwi wejściowych zachrobotał
klucz. Kto to? - Jestem, jestem - odpowiedział i poszedł oglądać telewizję - Oglądam
telewizję - rzucił jej przez ramię. - Coś ty tam znowu zrobiła? - zirytowany głośno zapytał - Co żeś znowu
stłukła?, ledwoś przyjechała, a już coś nie tak. |
||||