| |

|
|
Dziadoń
Na podłodze w kałuży krwi leżała półprzytomna żona, trzymając ją, jedną
ręką za długie blond włosy, drugą zaś ściskając dużych rozmiarów broń
z wyglądu przypominającą rewolwer, stał oświetlony przez padające z lampy
sufitowej, napastnik. Jego twarz przesłonięta była czarną kominiarką.
W tym samym momencie do kuchni wpadł rozbudzony wystrzałem, ubrany w
piżamkę jego drugi dziewięcioletni syn, który zobaczywszy ciało broczącej
krwią matki, zaczął przeraźliwie wrzeszczeć. Napastnik nie namyślając
się oddał w jego kierunku kolejny strzał. Dziecko z przestrzeloną klatką
piersiową osunęło się pod nogi Leszka. Ten kompletnie oszołomiony zrobił
krok do tyłu.
- Stój - wycedził zamaskowany - Chcesz skończyć jak oni?
Leszek nie chciał i wciąż jeszcze nie bardzo wiedząc o co chodzi, posłusznie
stanął.
- Gdzie trzymacie kosztowności i pieniądze?
- Jakie kosztowności i pieniądze - zapytał jąkając się i pierdząc ze strachu
Leszek.
- Nie graj ze mną, bo cię zażyję, jak tabletkę na sranie - odparł napastnik
i przestrzelił żonie kolano. Ta jęknęła a jej bezwładne ciało, którego
napastnik nie trzymał już dłużej za włosy, osunęło się na przypominające
parkiet gumoleum. Wokół niej zbierała się obfita kałuża ciepłej, szkarłatnej
krwi.
Leszek spędził mozolne godziny na budowaniu dobrych stosunków dobrosąsiedzkich,
dlatego też zdziwił się, że do tej pory nikt wokół nie zareagował na dochodzący
z jego mieszkania hałas. Najwyraźniej w takich chwilach sąsiedzi woleli
się nie mieszać w życie prywatne Leszka K.
- Nie mamy żadnych oszczędności i złota - grał dalej na zwłokę Leszek.
- Kurwa - przeklął napastnik, jako że powszechnie panująca opinia głosi,
że przekleństwa są nieodłącznym elementem image przestępców - Za stary
jestem na takie numery.
Leszek poczuł mocne kopnięcie w rejon genitalny. Jego siła sprawiła, że
zgiął się w pół.
- Gdzie - napastnik uderzył go kolanem w podbródek - Są - poprawił kantem
broni - Pieniądze.
Leszek widział takie sceny bardzo często w odbiorniku, jednak w życiu
nie przypuszczał, że takowe uderzenia mogą być, aż tak bolesne - Pod prześcieradłem
w pokoju sypialnym.
Bandyta chwycił go mocno za czuprynę i pociągnął za sobą do pokoju sypialnego.
Pod prześcieradłem leżał zaledwie mały zwitek papierowych jednostek monetarnych.
- Ty to nazywasz pieniędzmi?
- Reszta - wyszeptał, dławiąc się napływającą do ust krwią - Leży na książeczce.
- Leżeć zaraz to ty będziesz.., razem z nimi na podłodze - powiedział
napastnik i wycelował w jego kierunku broń.
- Weź jeszcze obrączkę, to wszystko co mam, to wszystko co mam.. - powtarzał
przerażony Leszek.
- Przygotuj się na spotkanie z rodziną... - Leszek poczuł zimny dotyk
broni na prawej skroni - W piekle - i na dźwięk obracającego się magazynka,
stracił całkowicie kontrolę nad systemem wydalniczym. "O, Jezu"
pomyślał, słysząc suche uderzenie iglicy o zamek.
Jednakże nic się nie stało. Leszek w przygotowaniu na najgorsze nadal
zaciskał mocno powieki. Kiedy zdecydował się je otworzyć wokół rozbłysły
światła. Obok, uśmiechnięty i bez maskującej kominiarki, stał napastnik,
którego twarz do złudzenia przypominała mu twarz jednego z prezenterów
telewizyjnych, jednak jakiego, Leszek w tej chwili nie mógł sobie przypomnieć.
Tuż za nim pojawiły się dwie postacie z kamerami.
<<<
>>>
|
|