VI PIĘTRO  
 





 

Fabianowie

W klasie Wojtek to urwis. Porywa worek z towarem z auta Jacka. Chowa worek i odchodzi. Ale Jacek odbiera Wojtkowi towar: ty urwisie! Tak nie wolno!
W klasie Jacek powiada tak: ten Wojtek to wielki urwis.
- wiem, wiem - odpowiada jego lalka Marysia.
- kto obrywa topy na działkach? - pyta Jacek.
- wiem, wiem! To Wojtek.
- Wojtka nie minie kara. Wojtkowi znudziło się oddychanie prostym nosem - mówi Krzyś - wypłacę mu chleby.
- zażyj go - dodaje lalka - jak tabletkę na sranie.
- przekalibruję mu wentyl - dodaje Jacek - lepiej żeby go matka wysrała
Ale Monika broni Wojtka:
- on tylko taki psotnik..
A Jacek na boku o Monice: obciągara.

Jacek i Wojtek biegają po boisku.
- Jacusiu! Łap mnie - nie woła Wojtek. I Wojtek ucieka na koniec boiska ile sił. Nagle upada. Kolano mocno boli. Trzeba będzie do lekarza. Ale dopiero po wszystkim. Pierdolnął jak stary kondon - krzyczy Jacuś i podbiega z kolegami. Robert niesie dużą pałkę. Krzyś paralizator. Marek czarną tonfę. Zaraz Wojtek obskoczy wpierdol. Będzie wyjebany jak koń po westernie. Obetną mu jaja przy samej dupie. Chłopcy lubią sport. Już zaraz Wojtek leży na boisku, a w ustach ma kłaki i krew. Jego prawa noga w goleniu nienaturalnie sterczy. Na dziś dość treningu!

Boisko jest ładne, ale po ulewie na połowie boiska pełno wody i błota. Wody i błota pełno też wokół bloków. Rury z centralnym pękają. Takie są. Gdy pękną, woda zalewa plac zabaw i parking. Za to w zimnie jest wspaniała ślizgawka.

<<<