| VI PIĘTRO | |||||
![]() |
Gądkowie Jak w domu oglądała z rodzicami relacje z tych krajów afrykańskich, to tak próbowała wysondować rodziców - A ci murzyni to wcale tacy brzydcy nie są i bardzo wysportowani, w USA to oni zajmują często wysokie stanowiska, tak samo jest w Niemczech, bardzo bogaci i uprzejmi, to chyba nieprawda co się o nich mówi.. A wiecie, Kaśka poznała chłopaka z Niemiec, z krajów arabskich i wszystko tam ma u niego, mieszka w willi, mąż o nią dba, jest bardzo zadowolona.. Wanda jak tak sobie myślała, to w tej chwili chyba też jednak Niemca by chciała. Ale ojcu to nie było w smak - Coo? Ta Kaśka od Głubiszów za Araba? Jezusie Nazarejski.., to się w głowach poprzewracało.., to już mało na miejscu młodych, ładnych chłopców, że se musiała znaleźć takiego? Ja bym jej dał za murzyna wyjść.., pańskie jaja! To tyle lat ją chowali rodzice, a ona teraz taki im prezent na starość zgotowała? Stary jestem i ręka nie ta, ale lołbym po dupie, ino by krew sikała, ino by piszczała. Co ludzie powiedzą? Że dziwka.., co innego? Mama dodaje - Ani mi nawet nie mów o tym. Wanda zbladła na moment, a matka w ten deseń: A przecież przychodził
do ciebie ten Bartek? To czemu teraz
nie przychodzi? Już ci zbrzydł, czy co? I powiedziała zresztą to kiedyś Bartkowi, jak ją odprowadzał po zabawie,
a że była lekko drinknięta, to łatwiej było to z siebie wyrzucić - Dobra
Bartek, ale co ty mi możesz zaoferować? Wyjdę za ciebie i co? W kawalerce
będziemy mieszkać? A Bartek się wówczas zmieszał i coś tylko pomruczał,
że kocha, i że w przyszłości. A na co mi przyszłość? Ja chce teraz! I
co z tych uczuć zresztą, z tej miłości, jak nie ma, co do garnka włożyć? |
||||