| VI PIĘTRO | |||||
![]() |
Gądkowie A Wanda poczuła wiatr w żaglach i ciągnie dalej - Nie chcę sobie życia marnować, wyjdę za mąż, pójdę pracować i co?, po czterdziestu latach nie będzie mnie stać na nic, ani mieszkania nie będę miała, ani nic, a teraz?, nic sobie nie mogę kupić firmowego, wstyd wyjść na miasto w tych łachach.., bo co wy macie z tego życia - tu zwróciła się do rodziców - Cały dzień przed telewizorem i tylko kłótnie, czy starczy na opłaty, a ja chcę poznawać świat, chcę podróżować, póki jestem młoda.. - łkała prawie Wanda. - To podróżuj, kto ci broni, jedź nad morze pod namioty, a kto ci broni,
śpiwór masz, koleżanki jakieś masz przecież, to jedźcie razem.. Już tam rodzice dopilnowali, żeby pojechała nad to morze. Jak chcą to mają, niech zobaczą! I Wanda rzuciła się nad morzem w wir nocnego życia. I jak wróciła po półtora miesiącu, to z brzuchem. Na złość im. Teraz co zrobią? A do Niemiec puścić nie chcieli..! Sąsiadki zaraz gadały do siebie w windzie: z bączkiem wróciła, a taka porządna się wydawała, taka cicha niby, takie to do rany przyłóż, a to się dopiero okazało co z niej jest - gonicha!, nie pilnujesz, to masz teraz babo placek, o boże co się teraz na tym świecie wyrabia! - Wiesz, kto jest ojcem? - dopytywał się tata i mama. |
||||