H.

Wszyscy od dawna oczekiwali tego fikcyjnego ślubu. Jurek i Magda wreszcie się zeszli. Choć negocjacje trwały długo i obawiano się, że dobre układy zostaną zerwane. Po przeprowadzeniu symulacyjnego rachunku i oszacowaniu prawdopodobnych zysków powzięto ostateczną decyzję: legalizacja związku.

Spodziewając się takiego rozwiązania panowie natłuszczali swoje włosy, by lśniły, panie podmywały się w miednicach, zainfekowanych przez rdzę, a dzieci z radości piszczały. Trwały też nieustające debaty, kto i dla jakiej przyczyny zostanie zaproszony. I czy wypada, czy też nie wypada, a jeżeli wypada, to co wypada?

Po zręcznej, klinicznej ceremonii od razu przystąpiono do konsumpcji. W kieliszkach jak za dotknięciem magicznej różdżki pojawiła ciepła weselna, a do tego kawa, herbata, cukier i kolorowe płyny gazowane. Przybrane białymi obrusami stoły zaroiło się od półmisków ze schabowymi w panierce z bułki tartej i elementów pieczonego drobiu w sosie pieczarkowym, plus gotowane całe ziemniaki w mundurkach i bez nich z cebulką, buraczki i mizeria na ostro. W salaterkach pyszniły się smaczne galarety z nóżek świńskich w occie, a w nieco większych salaterkach kołysała się przepiękna masa budyniowa o niespotykanym w naturze odcieniu. Na szerokich talerzach odpoczywały pokrajane w fachowe plasterki wędliny, przystrojone nacią pietruszki i okrągłymi liśćmi sałaty. Tuż obok, w równych odstępach, panoszyły się ślicznie skrojone pęta aromatycznej kiełbasy nadzwyczajnej. Grzybki na talerzykach wyglądały niezwykle jadalnie. W wazie wesoło buzował gorący rosół z kostek, a przy każdym zdjęciu pokrywki, na salę wdzierały się kłęby aromatycznej pary.

>>>