|
|
H. Niejednemu spociło się czoło i część twarzy nad górną wargą. Niejeden odkaszlną pieprzną flegmą, taki był pikantny ten rosół jak dowcip. W powietrzu unosił się słodki zapach choinek zapachowych i fruwały jak nieprzyjemne szybowce wszędobylskie muchy. No i wszędzie rzecz jasna banany. Dostatek bananów i owoców cytrusowych, a to o czymś wszak świadczy. Hitem jednak okazały się być niezmordowane jaja w majonezie i śledzie z sosem pomidorowym w przyprawionym na ostro oleum. Doskonały podkład! Wszystkie te pyszności konsumpcyjne uświetnią żołądki siły roboczej obecnej, bądź przyszłej, miłym ciężarem. Na balkonie spowity plastikowym bluszczem sikała sobie w najlepsze gipsowa imitacja amorka, w wodzie zaś hipotetycznych fontann, niczym łodzie, smutno pływały jakby jutrzejsze kiepy. Po posiłku odbyły się symulacje tańca na parkiecie. Orkiestra dęła i uderzała, a lider jęczał szlagierami. O jakże wujek Włodek tańczy! Jak amant z filmów miłosnych klasy B! Ach co to był za ślub, matka panny młodej nie kryła łez wzruszenia, kiedy córce wyszła na karku metka z ceną sukni - jakże słona cena!, ojciec z radości i samozadowolenia spił się w sztok, a krzesny, od strony pana młodego z przejedzenia balansował na granicy omdlenia. Było pogotowie, grała muzyka, a na parkiecie brylowali tekturowi specjaliści tancerze. Chwyceni goście mieli fantazję i hojnie grajkom płacili. Każdy też z nich otrzymał przy wychodzeniu pakunek złożony z ciast, mandarynek i pokarmu dla psa. |
|||