|
|
H. Ach co to był za ślub, nowożeńcy otrzymali koperty i szereg jakże praktycznych prezentów jak bezprzewodowy czajnik razy cztery, czarodziejski robot kuchenny raz, mikser z gumy razy dwa, zestawy do kawy samoprzylepne razy trzy, talon na bezpłatne tankowanie pod sklepem, nietłukące szklanki samograjki, komplety niekrępujących sztućców w ilości sześć, zniżki do zakupu kolejnych rzeczy niezbędnych i kupony na obiady w uroczym barze, promocje papierosów, kanistry z benzynę oraz zaproszenie na gościnne występy cyrku maniakalnych zabójców dzieci, roczną prenumeratę miesięcznika "Zbrodnie w kuchni", miniaturowe krzesło elektryczne dla lalek i wiele, wiele innych ekscentrycznych pamiątek, plus załączniki, jak umiejętnie korzystać ze zdobyczy techniki. Przyjęcie weselne zwróciło się z nawiązką. Bilans in plus! I o to przecież
chodziło. Pani młoda ze szczęścia utopiła się w kadzi dżemu malinowego,
zresztą jej ulubionego. Pan młody zaś zdjął mydłem obrączkę i zaczął rozglądać
się za niezłymi dupami wśród gości, aż dostrzegł swoją, nadętą dupę w
toalecie i zamarł przerażony niczym bazyliszek. Prasa podjęła temat. Zdjęcia
ozdobiły pierwsze strony. Wszystko dobrze się sprzedało. Nikt nie zapomniał.
Zauważono trend zwyżkowy. Opłaciło się i będzie procentować.
|
|||