| VIII PIĘTRO | |||||
![]() |
Jendryczkowie Gośka i Anka plotkowały sobie miło przy herbacie i ciastkach. Ale ona się tylko uśmiechnęła tajemniczo, bo obok siedział mąż i się bała powiedzieć ile. Bo Janusz był surowym mężem i ojcem, takim, który w razie potrzeby jest dobry, ale i bez skrupułów potrafi zdzielić dziecko pasem, a co tu w ogóle mówić o trwałej. Czyste marnotrawienie pieniędzy! Więc tylko się uśmiechała, ale dyskretnie, żeby nie pokazać nowych porcelanowych plomb na przednich zębach i nie prowokować przez to szeregu niepotrzebnych i kłopotliwych pytań. Janusz miał dwa złote zęby, a to jeszcze wtedy z tych czasów, jak był na wycieczce pracowniczej w Związku Radzieckim, a tam złoto było tanie jak barszcz. Musiał jak lis kombinować, żeby się do miasta wyrwać, bo go ruscy i cała resztę brygady zresztą też, porządnie pilnowali. I tam poznał, co to jest prawdziwe picie. I teraz nawet szwagrowi mówił, jak ten się opierał, że już nie może, że co wiesz o piciu, co ty baba jesteś czy facet, bądźżesz kurde twardy, jakbym ci powiedział o prawdziwym piciu to byś zobaczył. Janusz nawet nie zwrócił uwagi na to babskie gadanie i żonę. Oglądał
właśnie szalenie optymistyczny film i był nastawiony do życia szalenie
pozytywnie. Słońce mu w duszy świeciło, ptacy mu grali, dzieci maleńkie
i małe pieski biegały za piłeczką na zielonym trawniczku przed blokiem.
Błogostan! Swoboda, luz i przygoda! Niech żyje dziewczyna młoda! Życie
jest piękne i komfortowe. Prawie same obniżki i talony! Zakręciła mu się
łza w oku, tak przyjemnie i ciepło w dołku go ścisnęło i spojrzał raptem
na żonę przychylnym okiem. |
||||