| VIII PIĘTRO | |||||
![]() |
Jendryczkowie Ale ona się tylko do niego uśmiechnęła, a on wziął to za dobrą monetę,
że nie dużo. Przypomniał sobie nawet, że jakieś parę miesięcy temu kupił
jej prezent, ale nie dał go, bo na to nie zasługiwała, a i zapomniał po
trochu o nim. Postanowił dać jej, jak już koleżanka pójdzie do domu. Tak
czekając, aż ona sobie pójdzie pozostawał z przyzwyczajenia przed odbiorniku.
Na nieszczęście nadawali właśnie jakiś naturalistyczny reportaż ze Śląska.
Zupełnie go ten reportaż rozedrgał w duszy. Spojrzał na żonę i zapytał: Ale ona się tylko uśmiechnęła do ściany i wziął to za złą monetę. Zdenerwowany
wyszedł do kuchni, wypalił papierosów kilka, wypił kawę i kiedy już koleżanka
opuściła mieszkanie podminowany rzucił jej na kastlik swój prezent - niebieskie
kolczyki. - Lepiej się ciesz, bo dałem za nie kupę kasy - powiedział do niej i
od razu się uśmiechnęła. Ja ci dam Francję - obiecał sobie, że jak tylko skończy oglądanie, ukarze ją w jakiś sposób za to głupie gadanie. Nie będzie się na przykład odzywał przez jakiś czas. Ale potem bo teraz Janusz z namaszczeniem wypełniał kupon Expres Lotka - dziś kumulacja!, a kumulacji nie ma bola, nie przepuści! Czuł się jak pomazaniec boży. Był przekonany, że tym razem dobry bóg zlituje się nad nim i wygra. Zmówił wszystkie litanie z książeczki do nabożeństw. Mógłby zrobić nawet dwa razy tyle, mógłby niech tam jechać z pielgrzymką do Częstochowy i dałby hojnie na budowę kościoła jakby wygrał. Ze sprawdzeniem wyników zwlekał do ostatniej chwili. Co kilka minut powtarzał
na głos żonie, że nie ma na co liczyć i tak nic z tego nie będzie, ale
w głębi duszy czuł, że oto nadchodzi jego dzień. Gdy się w końcu okazało,
że nie zaznaczył nawet trójki, wyszeptał płacząc nad planszą wygranych:
Boże, mój Boże czemuś mnie opuścił. |
||||