L.

Teresa szczupła nigdy nie była. W szkole średniej uchodziła za pulchną, ale jej to nie przeszkadzało. Pierdole! Jem ile kcem i co mi zrobicie!? Dopiero jak przyszedł ten wiek, że się sprzedać jakoś trzeba, to coś musiała ze sobą zrobić i zrobiła. Tu i tam. Nic nie było widać. Towar erste klasse. Kiedy wychodziła za mąż za tego swojego Tadka, to była w sam raz. Tak go zresztą podeszła, że myślał, że jest chuda. Chwycić się nie pozwoliła za wałki w biodrach. Nic! Słowem - przypadła mu do gustu. Tadek wielce zadowolony. Tadek syty i ona tego sobie przy sobie cała. Taka szczuplutka - ale za co chwycić jest, no i milutka i inteligentna - za okularami, młoda panna.

Urodziła jedno dziecko i nic. Rozeszło się po kościach. Po pigułkach wróciła do normy. Urodziła drugie i zaczęły się przykre zmiany. Przytyła i waga jak na złość nie chciała spadać. Aż poprosiła Tadka, żeby ją wymienił, bo źle waży. Tadek wymienił, ale co z tego. Potem to już z górki. Tyła w oczach. Zwłaszcza w oczach Tadka. Bolało go to i strasznie krew psuło, ale się tylko na razie pytał grzecznie - Czy ty aby nie tyjesz?, a ona, że nie, coś ty, coś ci się zdaje, gdzie tam - wypierała się jak mogła, a wieczorem przed snem szła do łazienki, bo miała w koszu na brudną bieliznę skitrane batoniki, które uwielbiała, bo je tak fajnie reklamowali, w takim stylu wesołym, kolorowym. Potrafiła tych batoników zjeść tak z pięć dziennie. Przy kawie, na drugie śniadanie, po południu oficjalnie przy telewizorze i wieczorem po kryjomu, a zwłaszcza jak z pracy wracała to się nie mogła oprzeć pokusie wstąpienia do sklepu, żeby coś mieć sobie pogryźć w drodze do domu. Jak wchodziła do sklepu z ciuchami, to już na progu wredne ekspedientki wołały raniąc ją w czuły punkt - Nie mamy pani rozmiaru! Teresa koiła swój ból kolejnym batonikiem. A z gazet na okrągło wycinała diety cud i kolekcjonowała je w specjalnym zeszycie z grubą okładką.

Wreszcie Kazek nie wytrzymał i zapytał: czy ty aby czasem nie przytyłaś?, Teresa spuściła głowę i tępo odpowiedziała do podłogi: jestem tylko trochę przy kości, ja ci dam przy kości - krzyknął jej w twarz Kazek, i zaraz potem z głupia frant zaglądnął do kieliszka, by z czystym sumieniem uderzyć ją w twarz za karę - Będziesz mi tu kłamać! A Teresa jak nakręcona swoje - Jestem trochę przy kości. Kazek miał swoje zasady: baba nie bita, kosa nie klepana i żałował teraz, że wcześniej ćwiczyć nie zaczął, jednak tata dobrze mu mówił - Ty Kazek nie bądź taki mietki, krutko czymaj, nie popuszczaj, a teraz to masz, chciałeś być dobry, pozwalałeś na wszystko, to teraz masz, cierp! I lamentował, jak Hiob krzycząc poprzez ścianki działowe, że aż go było słychać przez trzy piętra.

<<<

>>>