|
|
L. - I to ty masz czelność nazywać się moją żoną!, ty masz czelność być
matką moich dzieci!, co się z nami stało?!, gdzie jest twoja szczupłota
ciała?!, gdzie się podziało szczęście małżeńskie i piękny czar domowego
ogniska?!, wszystko prysło jak bańka mydlana.., o boże jak ciężko mnie
doświadczasz!, jakżesz byłem szczęśliwy a teraz?, śmieją się ze mnie młodsi
ode mnie wiekiem, których ojców nie chciałbym postawić przy psach mojej
trzody!, gdzie prawda i sprawiedliwość?!, co teraz zrobię?! A Teresa była dalej uparta, już się w nic nie mieściła, i już ją wszystko dlatego też bolało od tuszy i razów. Ani wyjść na plażę, ani pokazać się w sklepie, ani włożyć wydekoltowaną sukienkę, ani w końcu się najeść raz na wszystkie czasy. Wiedziała jednak, bo coś jej tak w środku mówiło, wewnętrzny głos, że kiedyś musi przejść na dietę. Tak, że się zbytnio nie przejmowała. Tylko ten moment odciągała, jak tylko mogła najdalej. Pozwalała sobie powoli do tego dojrzewać. Pod poduszką trzymała sobie krzyżyk i fragment artykułu o pewnej filuternej dziewczynie, która ni stąd ni zowąd schudła 40 kilogramów. Kiedy zacznę się odchudzać - myślała podniecona - Poznam wspaniałego, tajemniczego mężczyznę który zaprosi mnie na pizzę, wszystko będzie wyglądać inaczej. Końcem końców ten moment nadszedł. Pewnego poranka stanęła na wadze i patrząc na wskazówkę, która momentalnie dobiła do prawego brzegu, pomyślała, że maszyna znowu się zepsuła i tym razem na dobre. Ale wewnętrzny głos się z tym nie zgodził, a gdy go Teresa słuchała, to wyczuła też, że z ust czuć mu czymś nieprzyjemnym a i z pewnością męczy go potworna zgaga. Wtedy coś w nią wstąpiło, jakby duch. Niczym zombi wybrała z bankomatu wypłatę i dalej, jak nakręcona udała się do pobliskiego osiedlowego szarlatana. Jego numer znalazła w ogłoszeniu na klatce. Weszła do jego zaimprowizowanej w kawalerce świątyni, a ilość zgromadzonych na ścianach symboli religijnych dobitnie stwierdzała, że ma niezaprzeczalną duchową charyzmę, i powiedziała: Jestem gruba, bo tyle jadałam, jadłam, bo byłam taka gruba. Szarlatan tylko na nią spojrzał, porozmawiał chwilkę z nieżyjącymi przodkami i zaraz udzielił jej 25 cennych rad jak ładnie zeszczupleć bez liczenia kalorii. I jak wychodziła nałożył jej ręce i powiedział: jedz więcej i chudnij. Obiecał także, że jeśli wpadnie w przyszłym miesiącu po wypłacie, to odda jej preferencyjnie pewien cudowny przyrząd do masażu z czteroma wspaniałymi końcówkami. |
||||