V PIĘTRO  
 





 

Migdał

- Ile mu tam dajesz - pyta się tata.
- A ile mam dać?
- Dwadzieścia złotych mu starczy.
- Czy żeś ty zgłupiał dwadzieścia złotych to teraz ludzie dają na tace!
- A niech dają, jak na to mają, ja to wolę wydać na inne rzeczy
- To se wydawaj, to są moje pieniądze.
- Jakie twoje?! Nasze!
- Moje, com je extra dostała i co ci mam jeszcze powiedzieć?!
- A daj se, ile chcesz - i taty ta sprawa dalej nie interesuje. Teraz wnikliwie patrzy przez wziernik i nic nie widzi. Ministranci stoją jak stali, gadają, szczypią, popychają i śmieją się - Weźże się, powiem księdzu, idzze idzze.

Oho! Wchodzi. Gdzie? Pod trzynasty. Naprzeciwko. Widać i słychać jak na dłoni.
- O jak tu ciasno - mówi ksiądz Piekarczyk, jak wchodzi na piętro i przeciska się między dwoma rowerami.
- A proszę księdza, wszędzie te rowery - sąsiadka, pani Tańculowa, znalazła okazję, żeby się wyżalić - Przejść normalnie się nie da, żeby coś, i te reklamy wciskają człowiekowi, śmiecą tylko i więcej nic - wskazuje ręką na stertę papieru z pobliskiego hipermarketu z napisami promocja i jakieś gratis.
- No wie pani - odpowiada jej poważnie ksiądz Piekarczyk - Ludzie to lubią.. kupować, na msze świętom taki nie pójdzie, a do takiego sklepu to pójdzie i będzie tam siedzieć nie wiadomo jak długo.
- Ja to proszę księdza to nie chodzę, po co?, mało mamy tutaj sklepów małych, żebym jeszcze tam musiała, a po za tym trzeba szanować polską wytwórczość - mówi zasłyszane w gazetach opinie i szturcha nogą dziecko, żeby schowało tą hulajnogę, co ją na promocji tam nabyła, ale przecież jeden raz wiosny nie czyni, no może dwa razy i tyle. Kto by się o to obrażał?
- Żeby tak każdy jak pani myślał, to by było dobrze - przytakuje jej ksiądz.

<<<

>>>