IX PIĘTRO  
 





 

Mitroniuk

- Coś żeś tam długo te kwiatki podlewał - spytała się zaraz żona jak wrócił do mieszkania, bo coś musiała powiedzieć, żeby podtrzymać konwersację, ale też była trochę ciekawa, czemu tak długo te kwiatki podlewał.

A Rysiek jakiś taki był rozluźniony filozoficznie, no i bogatszy znacznie o tą wiedzę, co sąsiad ma i gdzie, odpowiedział jej spokojnie, z takim doświadczeniem życiowym - Mają dość dużo kwiatków wiesz?, i zaczął jej opisywać, że wcale tak dobrze tam nie ma jak u nich, nie takie frykasy jakby się wydawało, a noszą się jak paniska, wyższe wykształcenie, psia krew.., i byłby mówił dalej ale nagle jakiś się ruch na klatce zrobił, winda stanęła na piętrze i Rysiek momentalnie jak stał jeszcze w przedpokoju, to przywarł do judasza, żeby dokładnie widzieć, co też się dzieje na korytarzu.

- Kto tam jest? - spytała ciekawa teraz żona, a Rysiek tylko ją uciszył - Ciii... oni.. Paschalscy..
- Mieli wrócić dopiero za trzy dni, no coś podobnego - powiedziała zdziwiona żona - Widocznie coś im musiało wypaść.
- I dobrze! - odpowiedział buńczucznie Rysiek do żony - Skończy się to podlewanie, nic z tego człowiek nie ma, nawet na kawę nie zaproszą, a mogliby, bo mają!, i pomyślał sobie z ulgą, że wiedział, kiedy od nich wyjść ale też zaraz sobie coś niejasno przypomniał.
- Spuściłaś za mną - spytał żony - Zrobiłaś to?, jak prosi..
- Co? - odpowiedziała pytaniem żona - A o co tobie chodzi?

Ale Pan Rysiek już tego nie słyszał, tylko mu się jakoś tak zrobiło dziwnie sucho w ustach i nogi jakieś takie miękkie, jak u gumowych pacynek.

<<<