|
|
O. - Zobacz, UFO - powiedziałam do męża, Ma pokaźną kolekcję i kilka białych kruków jak ta karta z reklamą usług tapicerskich, nie do dostania już teraz. I nic go po za tym nie interesuje. Bardzo się na niego zdenerwowałam i wyszłam z domu na zakupy, trochę się uspokoić. Idę tak pasem startowym na osiedlu II Pułku Lotniczego i tak zaraz za górką saneczkową słyszę dziwne buczenie. Patrzę do góry a tam coś jak helikopter i świeci mi prosto w twarz ostrym światłem. Światła otaczają mnie jak chmura ale nie czuję strachu. Nic nie widzę, nagle czuję oszołomienie i tracę przytomność. Odzyskują ja po pewnej chwil, nie wiem jak długiej, znajduję się we wnętrzu jakiegoś dużego statku kosmicznego. Wygląda zupełnie jak przyczepa kempingowa. Obok na ławce siedzą ufoludki i piją coś z plastikowych kubków, przypominają mi pana Franka, który zmarł w tamtym roku. Są ubrani na modłę amerykańską, na nogach mają buty z wężowej skórki, po za tym mają na sobie kowbojskie koszule i niebieskie dżinsy. Czuję ociężałość i mrowienie w końcach palców. Próbuję do nich zagadać ale nic nie mówią. Nagle zauważam, że leżę naga na stole, a moje ręce i nogi są związane. Otwierają się drzwi, wchodzi wysoki mężczyzna. Mówi, że jest lekarzem i musi mnie zbadać. Nakłada na ręce gumowe rękawice i grzebie sobie w spodniach. |
||||