| |

|
|
Paschalscy
- Mamoooo! - wrzeszczał z łazienki Grzesiek - Mamoo!
- Nie krzycz, przecież stoję tuż za drzwiami, co się stało?
- Wyprasowałaś mi koszulę?
- Wyprasowałam, wyprasowałam przecież, masz ją przygotowaną na krześle,
spodnie też, skarpetki załóż te co ci kupiłam ostatnio, żeby nie było
wstydu.
- A moja koszula? - spytał zapinając pasek Mirek - Wiesz może gdzie jest
moja koszula?
- Gdzie może być?, w szafie, tam gdzie zawsze.
- Nie mogę też znaleźć krawatu..
- Oj przestań, nie jestem twoją niańką, zatroszcz się w końcu sam o siebie,
mam swoje rzeczy na głowie - odpowiedziała podirytowana Anna, jednakże
zaraz otworzyła szerzej szafę i pokazała mu szereg
zwisających z wieszaka nienagannie wyprasowanych krawatów - Zadowolony?
Jakże by inaczej. W taki dzień! W taki dzień nawet najgorszy malkontent
musiał być zadowolony, a przynajmniej pozytywnie podniecony, no przynajmniej
ogromnie ciekawy.
- Zjedz sobie porządne śniadanie, bo nie wiadomo ile to będzie trwało,
nie chcę potem słuchać narzekań, że jesteś głodny..
- Oj mamo, zawsze tak mówisz i zawsze robisz kanapki.
- Tym razem też zrobię, na wszelki wypadek! - uśmiechnęła się Irena i
zabrała się za krojenie chleba.
- Co jest do jedzenia? - spytał Mirek, wchodząc do kuchni. Odświętnie
ubrany, ogolony, pachnący odświeżającą wodą kolońską, starannie uczesany
i rumiany na twarzy prezentował się bardzo dobrze. "A jednak wiedziałam
za kogo się wydać" pomyślała Anna, krojąc wędlinę na grube plastry.
- Parówki,
bułki, musztarda, jajka, ser, miód, masło, czego dusza zapragnie.
- Ooo - zdziwił się Mirek - To dzisiaj chyba rzeczywiście wielkie święto.
- Oj tak - przytaknął mały Grzesiu.
>>>
|
|