| IX PIĘTRO | |||||
![]() |
Paschalscy Anna wyszła z domu jako ostatnia, sprawdzając, czy wszystko zostało w należytym porządku, to znaczy czy kurki z gazem dokręcone, czy z kranów nie kapie, czy radio wyłączone. Nigdy przecież nie wiadomo co może się stać. Kiedy inspekcja wypadła pomyślnie, Anna przekręciła klucz w jednym zamku i w drugim zamku, po czym szarpnęła parę razy za klamkę, testując sprawność zabezpieczeń. - Wszyscy gotowi? - spojrzała na rodzinę i uśmiechnęła się dziś po raz
drugi. Uśmiechnęła się, bowiem było z czego się uśmiechać. Rodzina wyglądała
jak spod igły. Świeże, czyste ubrania, zadowolone twarze i jakieś takie
nieuchwytne wrażenie prawdziwej wspólnoty. Ciepła. Tak mało jest takich
dni w życiu człowieka, tak mało, a chciałoby się więcej! Ale nie wolno
narzekać, warto żyć właśnie dla tych chwil. W życiu pięknie są tylko chwile,
nieprawdaż? - No to ruszamy. Wejście na stadion otoczone było tłumem kolorowych i podobnie jak oni,
odświętnie ubranych postaci. Gdzieniegdzie powiewała chorągiewka, tu i
tam odzywał się gwizdek, dzieci na ramionach swoich rodziców zajadały
się lodami i lizakami, sprzedawca waty cukrowej i pan z drożdżówkami mieli
pełne ręce roboty. - Och, ja to bym chciała, żeby już było po wszystkim, jestem taka ciekawa,
że aż nie mogę usiedzieć, hmn.. raczej ustać, mąż z kolei chciałby przeciągnąć
tą chwilę w nieskończoność, twierdzi, że to najważniejszy moment w historii
człowieka, tak kochanie? |
||||