| IV PIĘTRO | |||||
![]() |
Rychliccy - Dzwonił jakiś Nowak, pytał się czy wiesz, że Zając nie żyje. - No.. - kiwa głową pan Rysiek, co ma oznaczać, że wie i zna - Wracałem z bazaru - zaczyna po chwili zadumany, grzebie ręką w pamięci podręcznej - Bo po coś tam byłem, sam nie wiem po co i szedłem koło sklepu za ulicą, przechodzę koło wystawy, patrzę na mięsny i akurat mi się taki smak na kiszkę zrobił, że aż mi ślina leciała, ale jakoś nie wszedłem, aa.. myślę se, nie wejdę, tylko idę dalej, a pod klatką stoi Marzec i on to wszystko, mi mówi, widział i mi szczegółowo opowiedział. - I żeś piany do domu wrócił - wtrąca pani Ryśkowa znad kolorowej gazetki
kobiecej. - Ty mi nawet nie mów z czego, jak ty powinnaś dziękować, że masz takiego
męża, pieniądze ci do domu przyniosę wszystkie, to się tak wydaje, ale
to jest wielkie szczęście, bo jakbym tak lubiał wypić, to co by się dopiero
działo, i wszystko ci w domu zrobię, a ić do Mierzwy i się zapytaj, czy
on potrafi uszczelki w kranie wymienić, albo kafelki położyć, słyszałaś,
co powiedziała Markowa?, jak weszła do łazienki, to ją zatkało, tak ładnie,
powiedziała przecież: o boże, jak to ładnie u państwa w łazience, no widzisz,
a kto ci jeszcze kibel przetkał w poniedziałek, jakby nie ja, to byś biedna
była, wszyscy byście tutaj biedni byli, kit byście z okien jedli.. |
||||