| |

|
|
Eugeniusz i Halina Smyrgała
W trzeci dzień świąt, bo wiadomo, że w drugi to nie wypada, wpadli z
wizytą znajomi. Pan Gienek siedział i zapamiętale oglądał telewizor. Kto
przyszedł? Państwo Męczarscy z synem. Kto? No dobra. Trudno. Się mówi,
a żyje się dalej.
Państwo Męczarscy zdjęli jak się należy buty, chociaż pani Halinka przekonywała
ich kurtuazyjnie, jak tylko mogła, że żaden kłopot, że naprawdę nie potrzeba
ściągać butów, ale państwo Męczarscy wiedzieli, że taki
jest obyczaj i nie należy go zmieniać, a zapewnienia gospodyni, że
nie trzeba ściągać butów, należy potraktować tylko i wyłącznie jako uprzejmość
i dowód sympatii. Słusznie! Uśmiechnięci ściągnęli buty. A potem przeszli
do dużego, bo tak też im pani Halinka powiedziała: no przejdźcie do dużego.
- Przynieś jakiejś wędlinki, sałatki, no co tak siedzisz - zwrócił się
pan Gieniu do żony, chociaż nie siedziała - Przecież widzisz, że goście
głodni.
Ale państwo Męczarscy na te słowa zaczęli zgodnie z niepisaną tradycją
zapierać się, że głodni nie są, chociaż specjalnie nie jedli u siebie
sytego obiadu, żeby sobie zostawić miejsce na ewentualne przysmaki. Gospodarz
oczywiście nawet nie chciał słuchać, że państwo Męczarscy głodni nie są.
Na co oni jeszcze bardziej zapewnili, że w żadnym wypadku głodni nie są,
obiad przecież jedli przed wyjściem. Na te słowa gospodyni zaczęła nalegać,
że koniecznie muszą coś skosztować.
Po rytualnej grzecznościowej wymianie zdań, goście usadowili się za szeroką
ławą, a pani Halinka nakroiła, przygotowała, zaparzyła kawy i herbaty,
przyniosła, rozstawiła i zachęciła do konsumpcji. Z początku nieśmiało,
ale jednak, zabrali się goście do kosztowania potraw pani Halinki. A Syn
państwa Męczarskich siedział i nic nie jadł.
Pani Halinka widząc, że syn państwa Męczarskich siedzi i nic nie je,
jakby go to nie cieszyło, zaczęła się go pytać, do której klasy chodzi,
i że jest już duży, ale syn nic nie mówił.
- no co on taki nieśmiały, czy co - próbowała, w związku z tym, zażartować
pani Halinka.
- Ale przecież ty nie jesteś taki nieśmiały - powiedziała pani Męczarska
patrząc na syna - No weź nałóż sobie wędlinki, czegoś, sałatki, bardzo
dobra sałatka.
- No nałóż sobie sałatki - powiedział pan Męczarski i nałożył synowi na
talerz sałatki - Masz jedz.
Ale syn nie jadł.
- Jaki on grzeczny - powiedział pan Gieniu, "wstrętny bachor"
pomyślał - a może on chce placka?
- Może placka zjesz - spytała pani Męczarska - Masz zjedz sobie placka,
makowiec, pyszny.. - podała synowi talerzyk z makowcem.
- No dajcie mu spokój, niech sobie chłopak zje w spokoju - na wesoło próbował
zamknąć sprawę pan Gieniu - Jak będzie chciał to sobie sam weźmie.
- Co nałożyć ci kiełbasy?, masz - i nałożył synowi kiełbasy pan Męczarski
- Jedz, dobra kiełbasa.
- Bardzo dobra - pokreśliła pani Halinka - Kupiłam ją na targu, wiejska,
prawdziwa, droga.
Ale syn państwa Męczarskich nie jadł.
>>>
|
|