| |

|
|
Eugeniusz i Halina Smyrgała
- Bardzo dobrze się uczy - powiedziała pani Męczarska - w
szkole same piątki.
- Taak? - spytała z uprzejmym niedowierzaniem pani Halinka.
- Same piątki - potwierdził pan Męczarski - Bardzo dobrze się uczy.
- Taak? - spytała ponownie z uprzejmym niedowierzaniem pani Halinka -
to bardzo ładnie, to jest pociecha z niego, ale czemu on nic nie?
- No czemu nic nie jesz - zapytała syna pani Męczarska - Jedz.
- Jedz - dodał pan Męczarski, świadomy faktu, że jak się do kogoś przychodzi
w odwiedziny, to trzeba jak najwięcej skorzystać, zwłaszcza, że obiad
nie był syty.
- Jedz, nie wstydź się - powiedziała pani Męczarska
- Czego ma się wstydzić - próbował zamienić to w żart Męczarski.
- Ale przecież on się nie wstydzi - uśmiechnęła się pani Halinka - Przecież
on jest duży, do której klasy chodzisz?
- On już chodzi do szóstej klasy - odpowiedziała pani Męczarska
- A dobrze się uczysz? - spytała pani Halinka - Taki grzeczny, duży chłopiec,
na pewno uczy się dobrze.
- Tak, tak uczy się bardzo dobrze - odpowiedział pan Męczarski - W zeszłym
roku świadectwo z paskiem przyniósł.
- No jedz, żebyś był silny i się dobrze uczył - powiedziała pani Halinka
- Zobacz jak tata je - powiedział pan Męczarski i uniósł widelec w wędliną
do ust - Zobacz jaka dobra wędlinka - to mówiąc zrobił taki odgłos ustami,
który miał wskazywać, że wędlina jest dobra.
Ale syn, jak nie jadł, tak nie jadł.
- Jedz, bo w domu takich dobrych sałatek nie będziesz miał - ostrzegła
pani Męczarska - Zobacz jakie to są dobre sałatki - wskazała na półmiski
- Z groszkiem, z kukurydzą, naprawdę dobre sałatki.
- Pyszne sałatki, z ogóreczkiem - dodał pan Męczarski - Mama ci takich
nie zrobi - powiedział patrząc na żonę, czy się nie obrazi, ale miał nadzieję,
że ona zrozumie, że powiedział to, bo tego wymagała od niego sytuacja.
- Hmn.. - westchnęła pani Halinka, patrząc na syna państwa Męczarskich
- No już niech sobie tam zje, co będzie chciał.
- O Jezuu, zjedz coś wreszcie - powiedziała zdenerwowana już pani Męczarska
- Może jajko w majonezie? - zapytał pan Męczarski - No tego nie chcesz,
tamtego nie chcesz, to co w końcu chcesz - jego również zaczęła ogarniać
irytacja.
- Pepsi- odparł syn państwa Męczarskich.
Na te słowa pan Gieniu odkręcił butelkę, że aż zasyczała i nalał synowi
państwa Męczarskich pepsi aż po brzegi, a syn państwa Męczarskich to od
razu wyduldał, jakby przez tydzień picia nie widział.
Goście zjedli, wypili, pooglądali telewizję. I poszli. Pan Gieniu spojrzał
na stół pokryty brudnymi talerzami i zaczął zastanawiać się jaki to miało
sens - teraz wszystko trzeba będzie dokładnie umyć, z uwagi na zarazki,
przenoszące szkodliwe choroby. Na samą o tym myśl, w jego sercu pojawiła
się niechęć do świata i żony.
<<<
|
|